Mamy już marzec, prawie kwiecień - sezon porodowy powinien być w pełni...
Bardzo proszę pochwalcie się, czy kiedyś pilnowaliście narodzin nowego pupila, ile razy udało się upilnować porodu i na ile pilnowań?? Czy jakieś śmieszne sytuacje Wam się przytrafiły??
Na początek sama przedstawię historyjkę z zeszłego roku:
Urodził się śliczny źrebaczek - chłopczyk. Szybko wstał na nogi, szukał wymienia mamy....i tu pojawiał sie problem...na szukaniu się skończyło. Próbowaliśmy mu pomóc złapać za strzyk, ale chłopczyk miał strasznie długie nogi i niską mamę i wcale nie tak łatwo było przyjąć mu odpowiednia pozycję. W trzy godziny po porodzie zdecydowałam się zdoić siarę i podać małemu, żeby się wzmocnił i nie stracił drogocennych przeciwciał siarowych.
Oczywiście nadal próbowaliśmy podstawić go do wymienia, przy kolejnej próbie zauważyłam, że żuchwa źróbka jest o dobry centymetr krótsza od górnej szczęki!! Nagle wszystko się wyjaśniło, choć dla hodowcy to był praktycznie cios. Ale nie poddawaliśmy się i walczyliśmy żeby źrebak sam nauczył się ssać matkę, po kilkunastu godzinach był juz mocniejszy i pewniej stał na nogach, wstawałam w nocy co godzinkę i mu pomagałam ssać. O piątej nad ranem, zwlekłam sie po raz kolejny z łóżka i ledwo widząc na oczy poszłam do boksu......ale obrazek, który ujrzałam nie był mirażem: chłopak stał dzielnie i ssał z zapałem!!!! SAM
To był połowiczny sukces, bo martwiliśmy się jak sobie będzie radził w dorosłym życiu: z jedzeniem owsa czy zrywaniem trawy?? Co z prawidłowym ścieraniem zębów???????
Ale póki co pił i mógł sam dbać o siebie a dni mijały, stado poszło na pastwisko. Po trzech miesiącach złapałam naszego bohatera i oczywiście zajrzałam mu w paszczę!! Radości nie było końca: obie szczęki były równe i ząbki elegancko mu wychodziły...
Morał: nie wszysko jest takie beznadziejne na jakie wygląda, trzeba zawsze próbować...
Pozdrawiam i zachęcam do opowieści - chrzestna matka kilkorga końskich dzieci
